Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarownice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarownice. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 stycznia 2014

1957 - Czarownica w Chrzanowie

"Powód morderstwa: czarownica"

Kraków (PAP) Ciemnota i urojenie stały się powodem tragicznego morderstwa, dokonanego na osobie 61-letniej mieszkanki Chrzanowa, Barbary Waderlich. Mordercami byli 35-letni Józef i 37-letni Franciszek Główniowie, z zawodu cieśle.Tło zbrodni jest następujące:
Józef Głownia był przekonany że Barbara Wanderlich rzuciła nań "czary" i spowodowała u niego chorobę umysłową. Pragnąć zlikwidować "czarownicę" wespół z bratem w nocy z 3 na 4 bm. zamordowali Barbarę Wanderlich. Bracia zadali ofierze 46 ran kłutych a zwłoki zakopali w piwnicy. Józef Głownia porzebywał pewien czas w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, po wyjściu z zakładu utrzymywał, że przyczyną jego choroby są "czary" rzucone przez Barbarę Wanderlich i odgrażał się, że musi się pozbyć swej "prześladowczyni".
Obaj mordercy zostali ujęci. Józef Głownia skierowany został na obserwację do zakładu psychiatrycznego, zaś jego brata Franciszka osadzono w więzieniu.

[Dziennik Bałtycki piątek 9 sierpnia 1957 Bałtycka Biblioteka Cyfrowa]
Jest to bodaj ostatnia taka sprawa w Polsce. Oczywiście przyczyną morderstwa nie był zabobon ale choroba psychiczna mordercy, niemniej przesąd dał mu treść dla urojeń.

środa, 21 listopada 2012

1886 - Czarownica z Tężawy

Orzeszkowa w ostatniej swej powieści p. t . Dziurdziowie opowiada tragiczną historyę
wiejskiej lekarki, posądzonej o czary i zamordowanej w okrutny sposób.
Znakomita autorka z przerażającą prawdą przedstawiła ten straszny dramat, odgrywający się w zapadłej wiosczynie białoruskiej i rozwiązanie jego w sali sądowej, rozwiązanie, po którem nie wiadomo kogo bardziej żałować: czy niewinnej ofiary, czy też niewinnych jej zabójców. Zupełnie podobny wypadek miał miejsce niedawno w powiecie mławskim.
We wsi Tężewie żona kolonisty dostała pomieszania zmysłów. Głos powszechny uznał za przyczynę choroby „siłę nieczystą," którą sprowadziła i ulokowała w ciele chorej, niejaka
Wronkowa, mająca, jak to było powszechnie wiadomo, bliskie stosunki z „niemcem" t. j. z dyabłem. Gorliwe śledztwo wykryło nawet, że Wronkowa „zadała" Brudzynskiej „urok" w piwio. Wskutek ogólnej narady bab wezwano czarownicę, żeby „odczyniła urok," kiedy zaś nie chciała tego zrobić, sąsiadki zaczęły ją bić po głowie warząchwiami, ponieważ jest to wypróbowany sposób na dyabła, który warząchwi najbardziej się boi. Wronkowa z ciężkiego pobicia w kilka godzin później życie zakończyła, szesnaście zaś bab, które przyjmowały udział w straszeniu „kusego," pociągnięto do odpowiedzialności sądowej.

Warszawa, dnia 16 (4) Stycznia 1886 r.
Rok VI.
Prawda. TYGODNIK POLITYCZNY. SPOŁECZNY I LITERACKI. WBC
Był to jeden z najpóźniejszych takich samosądów na mniemanych czarownicach w Polsce, jaki skończył się śmiercią zaatakowanej. Wsi Tężewo nie mogłem znaleźć na mapach, pewnie zmieniła nazwę.

środa, 22 sierpnia 2012

1925 - Czarownica w Warszawie albo sąsiedzka niewdzięczność

Przedziwna historia z przecież nie tak odległych czasów:

Warszawa (Torturowanie "czarownicy")
Przy ul. Dobrej 7 w Warszawie mieszka jakaś starsza kobieta, niejaka Klewkowa. Przed kilkoma dniami poprosiła ją jedna z sąsiadek, aby poszła z nią do mieszkającej w tym samym domu rodziny Remiszewskich i poradziła co chorej córce. Klewkowa poszła do niej, dała jakieś ziółka i pomodliła się przy chorej. Na drugi dzień przyszła matka chorej i znowu poprosiła ją o przybycie, gdyż stan córki, który początkowo się poprawił, zaczął się pogarszać. Gdy Klewkowa tam przybyła, zastała około 10 osób, które z okrzykiem "czarownica!" rzuciły się na nią i zaczęły bić i kopać. Jeden z obecnych wbił hak do ściany aby ją powieśić. Wreszcie zaalarmowani krzykiem sąsiedzi wyratowali kobietę.
Sprawą zajęła się policja.
[Katolik, 30-go Grudnia 1924 roku, ŚBC]

Jak widać zabobon utrzymywał się na wsi bardzo długo. Jeszcze w 1936 roku pod Częstochową pobito kobietę wziętą za czarownicę. Najsłynniejszą jak sądzę sprawą tego typu było pobicie pewnej kobiety we wsi pod Białymstokiem w 1926 roku - gdy żona jednego z gospodarzy zachorowała, miejscowa znachorka poradziła aby poszukać we wsi czarownicy i wytoczyć z niej krew. Po tym gospodarze pobili nielubianą sąsiadkę a gdy ze złamanego nosa popłynęła krew, nacierali nią chorą. Gdy nazbieram więcej o tym przypadku, to opiszę. Z podobnych przypadków za granicą znam przypadek ze Szwajcarii, gdzie w latach 20. spalono dorodną ropuchę obwinioną o bycie czarownicą.
Na koniec inny przypadek z bałkanów:
Ciemnota. Ze wsi Persadówki w gub. 
Chersobskiéj donoszą do Juianina, iż obwi- 
niono tam trzy stare kobiety o zaklęcie desz- 
czu. Wezwano je do zarządu gminnego i su- 
rowo rozkazano, ażeby na oznaczony dzień 
deszcz padał. Nie stało się jednak według 
tego życzenia, i pociągnięto znowu rzekome 
czarownice przed wójta. Tutaj obwinione pod 
-wpływem gróźb tłómaczyły się, że sprzedały 
deszcz na górę Athos, i nie mogą go tak pręd- 
ko sprowadzić.
[Gazeta Warszawska 22 Sierpnia 1885 roku, EBUW] 

sobota, 30 czerwca 2012

Pławienie czarownic sposobem na suszę - w 1874 roku!

Jak przekazywał "Wiarus" z 20 sierpnia 1874 roku:

Pławienie czarownic. Na jak niskim stopniu stoi jeszcze we Węgrzech wykształcenie ludu wiejskiego, świadczą o tem dwa wypadki, które się niedawno we wsiach węgierskich Dombo i Krasnisora wydarzyły
W Dombo dawno już nie padało. Zabobonni mieszkańcy tej wsi oskarżali cztery biedne kobiety, że bylły powodem panującej tam suszy i chcieli je z wysokiego brzegu wrzucić w rzekę. Kobiety biadały, prosiły, aby ich nie męczono i ofiarowały się same wnijść we wodę.
- I rzeczywiście 4 te kobiety poszły do rzeki i w niej się skąpały. Tego samego dnia po południu nagle się zachmurzyło i lunął deszcz rzęsisty, co mieszkańców Dombo jeszcze bardziej utwierdziło w mniemaniu, że 4 wspomnione kobiety: to czarownice, których wypławienie deszcz sprowadziło. Jedna z tych kobiet
w skutek udręczeń jej zadawanych zwaryowała, druga ze wsi uciekła, trzecia, by uniknąć ponownego pławienia, schowała się.
Również skandalicznem było pławienie czarownic w Krasnisorze. Przy biciu dzwonów musiały wszystkie kobiety tamtejsze, młode i stare, udać się do rzeki i tam się przepławić, ażeby można było rozpoznać czarownice, któreby z pewnością potonęły. W pobliskiej wsi skradł kurator sierot dzwon z dzwonnicy i wrzucił go do studni, myśląc przez to na swe pole deszcz upragniony sprowadzić*.
 Jak zatem widać o mało nie utopiono kilku kobiet z powodu bardzo późno przetrwałego zabobonu. Warto dodać że ostatnim takim wiejskim samosądem w Polsce, gdzie mniemana "czarownica" zginęła, było utopienie kobiety w morzu w okolicach wioski Cejnowa, obecnie stanowiącej część Chałup na Helu, w roku 1836, choć i w późniejszych latach dochodziło do napaści na osoby podejrzewane o czary. Przypadek z Cejnowej i najpóźniejsze procesy o czary omówię w osobnych notkach.

------
*  Wiarus. Pismo średniego stanu polskiego Czwartek dnia 20 sierpnia 1874 WBC

piątek, 27 stycznia 2012

Bo miał za duże zęby...

Dziecku odcięto głowę ponieważ urodziło się z zębami

Łódź, 19.6. We wsi Nowe Chrósty urodziło się gospodarzowi Marcinowi Sosze dziecko, które zaraz po przyjściu na świat nosiło ślady ząbków. W drugim dniu życia maleństwu wykłuły się zęby.
Wieść o osobliwościach synka Sochy rozeszła się błyskawicznie po całei wsi. Zaczęły się zbierać wiece doraźne gospodarzy, a przedewszystkiem sejmikowały kumoszki nad temi osobliwościami, jakie się uwydatniły u dziecka. Zgodnie z przesądami, panującemi na wsi, zaczęto się w tych objawach doszukiwać czegoś groźnego, przejawów ciemnej siły, słowem poczęto w maleństwie widzieć... djablątko. Synhedrjon kumoszek uznał, że należy je usunąć. W przeciwnym bowiem razie może przynieść nieszczęście nic tylko domowi Sochy, lecz całej wsi.
Zaczęto na starego Sochę wywierać odpowiedni nacisk, perswadować mu, przestrzegać przed grożącemi konsekwencjami, jeśliby tolerował owe tajemnicze złe siły. a w końcu nawet półsłówkami wygrażano się i ojcu takiego dziecka.
Pozostający pod sugestią otoczenia Socha zaczął się poddawać nastrojowi wsi. Przeraził się, gdy nagle dostrzegł jakieś niepowodzenia w życiu codziennem: w innym wypadku nie zwracałby na nic uwagi, teraz nagle w drobiazgach począł upatrywać przestrogę wyższych sił przed przyszłemi wydarzeniami i ciosami, które miałyby go dosięgnąć. Przerażony wszystkiem Socha siekierą odciął dziecku główkę, co kumoszki przyjęły z uczuciem ulgi i usunięcia nadchodzącego zła.
Krwawego ojca aresztowano. Jednocześnie prowadzone jest śledztwo przeciwko wszystkim kumoszkom, które wytworzyły takie nastroje na wsi
NOWINY CODZIENNE
Nr. 183
CZERWIEC 20 1933


Wedle zbiorów Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej. Jak widać zabobony jeszcze w XX wieku były w pewnych miejscach śmiertelnie groźne. Notabene jeszcze w 1886 roku podobny "sanhedryn wiejskich kumoszek" doprowadził do zatłuczenia na śmierć domniemanej czarownicy, co doprowadziło do skazania 16 osób biorących w tym udział.

sobota, 1 października 2011

250 lat temu - spalenie kłeckich czarownic

250 lat temu doszło do jednego z ostatnich na ziemiach Polskich procesów o czary. Sąd skazał kilka kobiet na spalenie na stos.

Skargę na kobiety złożyli Bartłomiej, Jan i Tomasz Szeliscy, ówcześni właściciele Gorzuchowa. Skargi nie przyjął sąd w Gnieźnie ani w Pobiedziskach[1]. Dopiero sąd w Kiszkowie przyjął skargę. Kobiety zostały trzykrotnie poddane torturom, na których przyznały, że:
są w związku z diabłem i chodzą na Łysą Górę w brzezinie wilkowyjskiej będącą”. Przy okazji tortur wydało się także, że „czarownice zapomniawszy bojaźni Boskiej i przykazań Jego oraz artykułów świętej wiary katolickiej a przywiązawszy się do czarta, którego się na chrzcie wyrzekły i onego sobie do niegodziwych akcyi i niecnót swoich, które czyniły za pomocnika przybrawszy (...) Najświętsze Sakramenta po kościołach kradły, na proszki paliły, po różnych chlewach i różnych miejscach nieuczciwych siekły, krew Przenajświętszą z komunikantów, raz na okup ludzkiego narodu przez Zbawiciela świata wylaną, drugi raz toczyły, różne Inkantacyje i czary z proszków kobylich łbów, żmijów, wężów i wilczej łapy, którą w Zakrzewie z zabitego wilka urżnęły[2]


Łącznie spalono 10 kobiet, były to: "Petronela Kusiewa i jej córka Regina Kusiówna, Maryjanna owczarka i jej córka Katarzyna, Regina Śramina, Małgorzata Błachowa, Zofia Szymkowa, Katarzyna dziewka, Piechowa Banaszka oraz stara Dorota dziewka pańska" . Najmłodsza miała zaledwie 13 lat. Lokalny proboszcz podobno chciał zapobiec spaleniu ale spóźnił się na miejsce.
W 1776 roku sejm zniósł karę śmierci w procesach o czary.

Współcześnie miejsce gdzie spalono kobiety jest porośnięte lasem. Wedle okolicznych mieszkańców tam gdzie stał stos rośnie dziś krąg kilku starych sosen.

Znamienne jest w tym przypadku, że wyrok wydał lokalny sąd, natomiast sądy w większych miastach nie chciały zająć się sprawą. Do XVI wieku takimi procesami zajmowały się sądy biskupie i sprawy były wówczas nieliczne, rzadko kończąc się wyrokami śmierci. Znanych jest mi kilka przypadków z Krakowa, gdzie oskarżone zostały uniewinnione, gdyż sąd uznał, że susze, gradobicie i zanik mleka u krów to zjawiska naturalne. Dopiero przejęcie takich spraw przez lokalne sądy grodzkie zaowocowało wysypem wyroków.
Standardową procedurą były tortury, podczas których oskarżone przyznawały się do kolejnych podsuwanych oskarżeń i wymieniały imiona innych wspólniczek. Te tak zwane "powołania" doprowadzały do postawienia w stan oskarżenia kolejnych osób. Wedle akt z okolic Frodonu pod Bydgoszczą, w latach 1675-1747 na 73 sprawy, 54 skończyły się spaleniem na stosie, kilka ścięciem lub chłostą a tylko jedną sprawę odrzucono.[3] Z samej Bydgoszczy znanych jest zaledwie kilka takich spraw.
-----
[1] http://www.kleckomilosnicy.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=169:rajd-pieszy-do-zielarek-z-gorzuchowa&catid=1:nowiny&Itemid=18
[2] http://www.informacjelokalne.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=420:proces-o-czary-dziesi-kobiet-spalonych-ywcem&catid=43:skarby-i-tajemnice-powiatu-gnienieskiego&Itemid=50
[3] http://www.bsmz.org/print.php?type=A&item_id=9