Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2016

Najciekawsze rośliny

Kilka przykładów roślin na które natknąłem się szukając czegoś innego, a które zdecydowanie wyróżniają się od innych.

Piestrzennikowate
Rośliny w pełni pasożytnicze z rzędu pieprzowców rosnące w Afryce i Ameryce Południowej. Pasożytują na korzeniach roślin, głownie akacji i wilczomleczów, całe życie spędzając pod ziemią. Ich pozbawione chlorofilu, zredukowane człony i brak wyraźnych korzeni sprawiły, że przez pewien czas uważano je za grzyby.

Organy rośliny uległy tak znacznemu zredukowaniu, że nie jest pewne czy części podziemne to grube korzenie czy pędy. Nie stwierdzono też aby występowały na nich liście, nawet w formie przekształconej (w przypadku kaktusów, przekształconymi liśćmi są ciernie). Wytwarzają mięsiste kwiaty wystające nisko nad ziemią, czasem zakwitające pod ziemią, zwykle o niemiłym zapachu padliny, który przyciąga muchy i chrząszcze. W przypadku niektórych gatunków kwiaty wytwarzają ciepło, być może w celu zwiększenia intensywności zapachu, lub przyciągnięcia much składających jajeczka na świeżej padlinie. Twardy owoc o miękkim, soczystym miąższu jest jadalny, bywa używany jako pasza dla zwierząt


Welwiczja przedziwna
Bardzo stary, nietypowy gatunek rośliny pustynnej, rosnącej w Afryce. Ma niezwykle powolny wzrost, w zamian żyje niezwykle długo, nawet po 2 tysiące lat. Wytwarza palowy korzeń z którego wyrasta bardzo krótki pień, który przyrasta bardziej wszerz niż wzdłuż, przez co u najstarszych osobników przypomina płytę o średnicy półtora metra i grubości pół metra. Z pnia wyrastają jedyne dwa liście, powoli przyrastające przez całe życie oraz zamierające i strzępiące się na końcach, dorastające do sześciu metrów długości. Targane wiatrem rozdzielają się wzdłuż, stąd wrażenie że roślina posiada wiele taśmowatych liści. Roślina może przy ich pomocy wchłaniać wodę z rosy lub mgieł nadchodzących znad oceanu.
Korzeń palowy, przypomina bardzo grubą marchew. Ponoć dorasta nawet do 30 metrów głębokości.

Llareta
Bardzo drobna krzewinka z rodzaju Azorella, należąca do rodziny selerowatych. Niektóre gatunki z tego rodzaju są uprawiane w ogradach na skalniakach. Ten konkretny gatunek (Azorella compacta ) żyje na pustyni Atacama, tworząc z czasem soczyście zielone, nieregularne kępy, wypełnione zbitą masą uschniętych gałązek. Rozrasta się z prędkością ok. 1,5 cm rocznie, ponieważ zaś niektóre kępy osiągają kilka metrów średnicy osobniki mogą żyć nawet 2-3 tysiące lat.


Parasitaxus
Nazwę łacińską można by tłumaczyć dosłownie jako "pasożytniczy cis" - i właściwie mówi to wszystko co trzeba o tej roślinie. To jedyna roślina iglasta (nagonasienna) będąca pasożytem. Poprzez ssawki korzeniowe podbiera soki z drzewa Falcatifolium taxoides, będącego zresztą pod względem botanicznym bliskim krewniakiem. Jest endemitem na Nowej Kaledonii.
Rośnie jako nieduży krzew o czerwonawych gałązkach, pozbawiony liści. Dorasta maksymalnie do dwóch metrów. Jego korzenie obrastają korzenie żywiciela, jednak nie tworzą ssawek lecz prawdopodobnie korzystają z pośrednictwa grzybów mikoryzowych - grzyby pobierają substancje odżywcze z rośliny żywicielskiej, zaś pasożyt pobiera je od grzyba. Jest to raczej rzadki typ pasożytnictwa.[1]

Rhuizanthella gardneri
Australijski gatunek pasożytniczego storczyka, który nie tylko cały czas przebywa pod ziemią, ale też pod ziemią kwitnie i owocuje.
Co jednak zaskakujące, jego kwiaty zachowały żywe barwy oraz wydzielają przyjemny zapach. Kwiatostan zawiera około 100 drobnych kwiatków osłoniętych różowo zabarwionymi, łuskowatymi liśćmi.Kwiat nie przebija powierzchni ziemi, najwyżej unosi mały kopczyk spękanej gleby. Zapylają go podziemne owady, termity i komary, oraz zapewne także muchy wchodzące przez spękaną ziemię. Po przekwitnięciu tworzy kilka mięsistych owoców zawierających pyliste nasiona, które nie są rozsiewane dalej, choć być może w ich roznoszeniu pomagają małe torbacze.
 Podobnie jak Parasitaxus storczyk ten jest mykoheterotrofem, a więc pasożytuje na roślinach za pośrednictwem grzybów. W tym przypadku jedynym żywicielem jest pewien krzew z rodziny mirtowatych.


Nasięźrzał pospolity
Drobna roślina zielna przez długi czas uważana za paproć, jednak w rzeczywistości należąca do starszej od paproci i skrzypów grupy Psylota. Wytwarza w danym sezonie jeden liść i kłos zarodniowy. Cechą wyróżniającą jest ogromna ilość chromosomów, od 460 u roślin rosnących w Europie do 1200 u roślin amerykańskich.
Znana jest też jako roślina której przypisywano właściwości magiczne. Ludowy przesąd nakazywał kobiecie chcącej aby jakiś mężczyzna się w niej zakochał, zerwać roślinę w środku nocy wypowiadając odpowiednie zaklęcie. Ponieważ kłos zarodniowy przypomina wyglądem nie rozwinięte kwiaty konwalii lub babki, nasięźrzał był nazywany kwiatem paproci.
Nietypowo brzmiąca nazwa to zapewne zlepieniec wyrażenia "Na się źrzał" czyli "na się spoglądał" ("źrzenie" to staropolskie określenie patrzenia, stąd staropolskie "źrzadło" czyli zwierciadło, i "poźrzenie" czyli nowopolskie spojrzenie). Nasięźrzał był dawniej określeniem napoju miłosnego, a więc mającego wywołać, że ci którzy go wspólnie wypiją, będą "na się patrzeć", aż wraz z utrwaleniem się konkretnych nazw różnym miłosnym nasięźrzałom osadził się jako nazwa tej konkretnej rośliny.[2]

Podejźrzon wirginijski
Kolejny Psylota o nietypowej biologii, tym razem wyjątkowy przypadek transferu horyzontalnego.  Gatunek o szerokim rozpowszechnieniu, rośnie w Ameryce, terenach górzystych Azji i Skandynawii, znane jest jedno stanowisko w Polsce. Podobnie jak nasięźrzał posiada dość dużą ilość chromosomów (do 184), dla genetyków najciekawsze są jednak jego mitochondria, zawierające dość dużo genów nie związanych z produkcją energii. Porównanie niepasującego fragmentu z innymi roślinami ujawniło, że w dalekiej przeszłości mitochondria podejźrzona wchłonęły niemal cały genom pewnej rośliny z rodziny sandałowatych, prawdopodobnie pasożytniczej jemioły, co być może wpłynęło na zdolność do przystosowywania się do zróżnicowanych środowisk. Tym samym w roślinie rozmnażającej się przez zarodniki, znalazły się geny rośliny kwiatowej.
Trudno natomiast powiedzieć jak mogło do tego dojść, skoro jemioły nie pasożytują na roślinach zielnych.

Amborella
Amborella to szczególna roślina - należy do wyjątkowo starego rodzaju, jaki oddzielił się od linii genetycznej pozostałych okrytonasiennych na samym początku, około 130 milionów lat temu, jest więc spokrewniona w linii prostej z przodkiem większości znanych roślin lądowych. I jak na wyjątkowo stary gatunek przystało, jej genom jest dość skomplikowany. Podobnie jak podeźrzon jej mitochondria zawierają geny pochodzące od innych roślin, ale w tym przypadku jest ich wyjątkowo dużo - na jeden gen własny przypada średnio sześć genów innych organizmów. Wchłaniała geny na potęgę.
Wśród pożyczonych znalazły się trzy pełne genomy mitochondrialne mszaków, trzy zielonych alg i fragmenty pochodzące z genomów 150 roślin okrytonasiennych.[3] Są to główne glony i rośliny rosnące w pobliżu rośliny w naturalnym środowisku. W jakiś sposób dochodziło do fuzji chromosomów między amborellą a gatunkami z którymi się stykała.
Nie bardzo wiadomo po co jej to wszystko.


Miłorząb
Bardzo stary rodzaj roślin nagozalążkowych, charakterystyczne skamieniałe liście znane są aż z Permu około 270 mln lat temu. Wywodzą się prawdopodobnie z paproci nasiennych. Największe zróżnicowanie gatunków stwierdzono dla okresu kredowego, miłorzęby rosły wówczas pospolicie na całej Laurazji (superkontynent, który rozpadł się na Amerykę północną, Europę i Azję); po wyginięciu dinozaurów różnorodność rodzaju stopniowo spadała a znane gatunki zmniejszały swój zasięg. Poza miłorzębem dwuklapowym wyróżniono jeszcze tylko gatunek Ginkgo gardneri, którego skamieniałości znaleziono w Szkocji.
Do naszych czasów przetrwał tylko jeden gatunek, Ginkgo biloba czyli miłorząb dwuklapowy (nazywany też japońskim), którego zasięg na świecie stopniowo się kurczył aż wreszcie dwa miliony lat temu zaczął występować wyłącznie w pewnej chińskiej dolinie górskiej, gdzie w średniowieczu odkryto go i upowszechniono.

Miłorzęby charakteryzowały się wyjątkowo powolnym tempem ewolucji. Miłorząb dwuklapowy pojawia się w skamieniałościach sprzed kilkudziesięciu milionów lat. To niezwykłe, że gatunek ten, zachowując rozpoznawalne cechy, utrzymał się tak długo. Wiąże się to zapewne z długowiecznością i późnym wiekiem od którego zaczyna wydawać nasiona - drzewa mogą osiągać wiek 2-3 tysięcy lat, zaczynają wydawać owoce w wieku około 50-60 lat.
Miłorzęby są drzewami dwupiennymi, co oznacza że jedne osobniki wydają kwiaty męskie a inne żeńskie. Pyłek z nasion męskich jest przenoszony przez wiatr na rośliny żeńskie, gdzie osiada na odsłoniętych zalążkach. Po pęknięciu, z ziarenek pyłku wydostają się ruchome plemniki w kształcie jajka ze spiralnym zaostrzonym końcem z którego wyrasta kilkaset rzęsków, które powoli przebijają się do komórki jajowej. Ruch plemników jest tak powolny, że zwykle właściwe zapłodnienie następuje po upływie kilku miesięcy, niedługo przed opadnięciem owocu lub już po, wewnątrz wyrosłego wokół zalążni dużego zarodka, mylonego z pestką.
Wokół zalążka tworzy się żółtawa osnówka o niemiłym zapachu zjełczałego masła lub wymiocin, nadawanym przez kwas masłowy i kapronowy, z tego powodu zwykle w szkółkach ogrodniczych sprzedawane są tylko nie owocujące osobniki męskie.

Miłorzęby zasadniczo są roślinami dość wytrzymałymi, dobrze radzą sobie w warunkach miejskich, są mrozoodporne. Szczególnym przypadkiem są cztery drzewa które przetrwały atak atomowy na Hiroszimę i jako jedyne stare drzewa w mieście odżyły i żyją do dziś.

------------
[1] http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1365-3040.2005.01378.x/abstract
[2] Zygmunt Glogier, Encyklopedia Staropolska,
[3] https://www.missouriwestern.edu/biology/wp-content/uploads/sites/211/2015/01/amborella-mitochondrial-fusion.pdf

sobota, 12 listopada 2016

Budowniczy z Amatrice

Czy można zostać bohaterem, po prostu dobrze wykonując swoją robotę? Jeśli w przyszłości uratuje to komuś życie, to tak.

Sierpniowe trzęsienie ziemi w okolicach włoskiego miasta Amatrice należało do najgorszych w historii kraju. Zginęło w nim 298 osób, a zabytkowe centrum miasta uległo zniszczeniu. Jak zwracano uwagę zawaliły się nie tylko stare budynki, zbudowane z małych kamiennych złomów, ale często też nowe lub modernizowane jak szkoła podstawowa czy ratusz, które w 2012 roku przeszły remont z dostosowaniem do norm antysejsmicznych. Powodem tego mogło być omijanie norm lub użycie słabszych niż zadeklarowane materiałów.

Nie wszyscy jednak tak robili. 88-letni dziś Saro Rubei, były rzeźnik, budował okolicznym mieszkańcom domy o dużej trwałości. Jak sam tłumaczył, od dziecka bał się trzęsień ziemi, dlatego gdy przeniósł się za miasto najpierw zbudował swój dom o mocnej konstrukcji, a potem zaczął budować w tej technologii inne domy. W okolicach Amatrice postawił z dobrze dobraną ekipą kilkadziesiąt domów, głównie domków letniskowych, stosując stalową konstrukcję i sprężony beton. Gdy przeszedł na emeryturę otworzył stajnię i gospodarstwo agroturystyczne.

W czasie trzęsienia ziemi w jego domu jedynie pospadały obrazy i rzeczy z półek, a w ogrodzie stłukły się donice z kwiatami. Już po trzęsieniu przychodzili do niego ludzie ze zbudowanych przezeń budynków, aby podziękować za solidną robotę. Ponoć ani jeden się nie zawalił. W centrum Amatrice zniszczony został między innymi jego dawny dom rodzinny, zginęła w nim jego 90-letnia siostra.

Co ciekawsze, Rosario nie ma formalnego wykształcenia w kierunku architektury. Doświadczenia nabrał sam pomagając na budowach.

-------
*  http://www.repubblica.it/cronaca/2016/09/06/news/il_muratore-eroe_di_amatrice_per_paura_del_terremoto_ho_costruito_case_solide_-147253272/?refresh_ce

niedziela, 20 marca 2016

Dwa rekordowo bliskie spotkania z kometami

To zaskakujące, że choć media ostatnio obszernie rozpisywały się o bliskich przelotach asteroid, niezwykle bliski przelot obok Ziemi dwóch komet pozostaje nie wzmiankowany.

Kometa 252P/Linear została odkryta w roku 2000 w ramach poszukiwaniu obiektów bliskich Ziemi. Jest to mała i zazwyczaj niezbyt jasna kometa krótkookresowa należąca do rodziny Jowisza, o okresie obiegu 5,3 roku. Jej peryhelium, czyli punkt największego zbliżenia do Słońca, leży w odległości 1,001 j.a., co oznacza, że niemal dociera do orbity Ziemi (średnia odległość z Ziemi do Słońca to właśnie jednostka astronomiczna j.a.).
Z wyliczeń wynika, że jeszcze niedawno była kometą o dłuższym okresie ale w 1987 roku bliskie spotkanie z Jowiszem skróciło jej orbitę i skierowało w pobliże Ziemi. I tak się akurat składa że w tym roku kometa znalazła się w swoim peryhelium w momencie gdy mija je ziemia.

15 marca kometa osiągnęła peryhelium, teraz zbliża się do naszej planety aby 21 marca niemal ją musnąć, przechodząc w odległości zaledwie 0,036 j.a., czyli 14 razy dalej niż Księżyc. Będzie to piąty najbliższy przelot komety w historii obserwacji.
Jest ciałem niewielkim, nie wytworzyła ogona a na zdjęciach widoczna jest tylko rzadka intensywnie zielona koma. Początkowe symulacje sugerowały, że będzie obiektem teleskopowym, o jasności maksymalnej 11 magnitudo, jednak niedawno gwałtownie pojaśniała osiągając aktualnie 6 mag. i mając potencjał pojaśnieć jeszcze odrobinę. Oznaczałoby to, że mogłaby być zauważalna już w lornetkach przy ciemnym niebie.



Niestety dla obserwatorów z Europy, kometa znajduje się teraz poniżej płaszczyzny ziemskiej orbity i widoczna jest tylko z półkuli południowej na tle gwiazdozbiorów Trójkąta Południowego, Pawia i Ołtarza. Stopniowo przesuwa się na północ i na terenie Polski powinna być widoczna dopiero na przełomie marca i kwietnia w gwiazdozbiorze Wężownika z jasnością około 6-7 mag. Wtedy jednak w obserwacjach może przeszkadzać księżyc.

Nie będzie to jednak koniec atrakcji. W styczniu tego roku odkryto niewielki obiekt sklasyfikowany początkowo jako asteroida, lecz po zauważeniu formującej się komy przekwalifikowano go na kometę P / 2016 BA14 Pan-STARRS. Jest niewielka, może mieć średnicę do 200 metrów. Podąża po orbicie bardzo podobnej do komety 252 P i niewykluczone że jest po prostu fragmentem oderwanym od jej jądra. Symulacje wskazują że orbity obu ciał łączą się w roku 1860 i wówczas prawdopodobnie doszło do rozpadu.
Jej okres obiegu jest nieco krótszy, wynosi 5,24 lat, natomiast peryhelium w podobnej odległości 1,008 j.a., tak się jednak składa, że przybywa do nad praktycznie w tym samym momencie co ciało macierzyste, osiągając peryhelium 15 marca.
Największe zbliżenie P/2016 BA14 nastąpi kilka godzin później niż dla komety macierzystej 22 marca o godzinie 14 UTC w odległości zaledwie 0,024 j.a. to jest dziewięć razy dalej niż Księżyc. Tym samym stanie się trzecią najbliższą kometą w historii. Ale w odróżnieniu od komety macierzystej, ta przeleci nad Ziemią i będzie widoczna na półkuli północnej. W następnych dniach prześmignie przez Psy Gończe i gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy, osiągając pozorną prędkość do 20 stopni kątowych na dobę, co oznacza że jej ruch w teleskopach będzie łatwo zauważalny. Niestety tak małe i mało aktywne ciało będzie też bardzo ciemne. Powinna osiągnąć jasność 12 magnitudo, co oznacza że potrzeba przynajmniej 110 mm teleskopu aby ją zobaczyć. Miejmy nadzieję, że trochę pojaśnieje.

W pewnym sensie ziemia została wzięta w kleszcze między dwie komety.

Interesujące jest także czy przelatujące komety wywołają deszcze meteorów. Wyliczenia wskazują na to, że 27-28 marca Ziemia przejdzie przez obłok pyłu po komecie 252/P, ze względu na niedawną zmianę orbity będą to pyły dość rozproszone, trudno ocenić na ile duża może być ich aktywność.
Ruch 252/P Linear na przełomie marca i kwietnia
Natomiast 21-22 marca Ziemia może wejść w obłok pyłu komety P/2015 BA14, nie będzie jednak zbyt gęsty ze względu na mały rozmiar ciała i zmiany orbity w przeszłości, można spodziewać się najwyżej kilku meteorów na godzinę. Wybiegać będą z okolic gwiazdozbioru Gołębia, leżącego jeszcze bardziej na południe od Oriona.
Ruch 2016/P BA14 w okolicach maksymalnego zbliżenia
--------------
Źródła:
* http://phys.org/news/2016-03-252p-linear-brightens-ba14-panstarrs.html
* http://www.skyandtelescope.com/observing/p2016-ba14-closest-comet-in-almost-250-years03162016/
* https://it.wikipedia.org/wiki/P/2016_BA14_Pan-STARRS
* https://en.wikipedia.org/wiki/252P/LINEAR

wtorek, 9 lutego 2016

Przedziwne miejscowości

Przyzwyczailiśmy się do tradycyjnego planu miast, mającego za centrum plac otoczony ważnymi budynkami z regularną, kraciastą siecią uliczek odchodzących. A jednak nie wszędzie jest tak równo i prosto, niekiedy bowiem twórcy miejscowości wykazywali znacznie większą fantazję. Ten wpis ma być przeglądem najciekawszych polskich realizacji urbanistycznych.

Młynek we Frampolu

Frampol to nieduże miasteczko w województwie lubelskim, utworzone prawdopodobnie na początku XVIII wieku. Nie wiadomo czyim pomysłem było nadanie miejscowości bardzo regularnej formy - wokół kwadratowego rynku wyznaczono coraz większe kwadraty stanowiące główne ulice, połączone czterema drogami wychodzącymi z boków rynku i czterema odchodzącymi od naroży. Nie spotkałem się jeszcze z takim porównaniem, ale plan miejscowości wygląda jak plansza do gry w młynek. Zastanawia nawet, czy aby plansza nie była tu inspiracją.

Ten regularny kształt stał się przekleństwem Frampola - na początku II wojny światowej lotnicy niemieckiego Luftwaffe obrali to miejsce za makietę ćwiczebną, do testowania celności bombardowania, miasteczko bowiem przypominało z dużej wysokości tarczę strzelniczą. Ponad połowa zabudowy bądź została zniszczona bombami, bądź spalona. Powojenna odbudowa nie przebiegała już aż tak regularnie i pierwotny plan częściowo się zatarł wskutek częściowej zabudowy rynku i poprowadzenia dróg przez jego środek.
Frampol w 1939 roku.


Okrąg
Wieś Paproć Duża została założona jako kolonia luterańska. Jej założyciele wprowadzili tu w życie regularny plan - pośrodku osady stanął kościół, następnie od wieży wyznaczono okrąg o średnicy 300 metrów na którego obwodzie postawiono domy, tworząc kolistą ulicę. Od tej ulicy prowadzi 8 dróg i kilka ścieżek międzypolnych rozchodzących się promieniście i wyznaczających granice działek rolnych, dzięki czemu kształt jest czytelny do dziś.
Podobny typ wsi nazywany jest okolnicą, i składa się z domów ułożonych wokół centralnego placu lub stawu, jednak rzadko układ jest tak regularny i zaplanowany.
Ze wsią wiąże się zresztą ciekawostka - gdy jeszcze kościół we wsi należał do luteran, w roku 1899 wziął w nim ślub Józef Piłsudski, który zakochany w Marii Juszkiewiczowej przeszedł na luteranizm.


Sześciokąt
Krynki nieduże miasteczko, które posiada regularny plan centralnej części. Rynek miejski ma kształt sześciokąta i odchodzi od niego 12 uliczek. Pierwotnie uliczki rozchodziły się promieniście, domy stawiano w rzędach równolegle do uliczek, zaś ulice poprzeczne stanowiły większe sześciokąty. Późniejsze przebudowy zaburzyły ten układ - część uliczek zanikła za sprawą przebudowy, zaś poszerzenie okalającej drogi od jednej strony spowodowało, że sześciokąt rynku stał się raczej nieregularny.




Ośmiokąt
Miejscowości opartych o siedmiokąt nie znalazłem, co być może ma przyczynę w tym, że trudno jest taką figurę dokładnie wyznaczyć (siedmiokąt foremny nie jest możliwy do skonstruowania przy pomocy cyrkla i linijki). Ale już następny wielokąt foremny znalazł zastosowanie w kilku miejscach. Najwyraźniej rozplanowanie tego typu widać w osiedlu, dawnej wsi, Nowosolna na obrzeżach Łodzi:
Podobne ośmiokątne rozplanowanie miała pierwotnie okolica Placu Wolności w Łodzi, dziś widać to właściwie tylko po kształcie pierzei.

Nieco mniej widoczny ośmioosiowy plan ma także wieś Pokój na Opolszczyźnie, pierwotny rynek jest dziś dużym rondem, a poszerzone wyloty dochodzących doń ulic nadają mu kształt raczej gwiazdy niż koła:


 


Orzeł
Wrocławskie osiedle Sępolno zostało zaprojektowane w okresie międzwojennym w dość nietypowym kształcie - rozkład ulic i budynków oglądany z góry ma przypominać rysunek orła, nawiązujący do śląskiego herbu. Rzędy zabudowy tworzą "pióra", a między dwiema centralnymi ulicami rozpościera się plac odpowiadający ciału ptaka, z głową w okolicach budynku szkoły.
Germańska wioska
W tym samym czasie po drugiej strony granicy, na terenie obecnych Gliwic, Niemcy zrealizowali osiedle w pewnym stopniu podobne, w którym kształt miał być wyrażeniem pewnej idei.


Osiedle Wilcze Gardło miało być miejscowością wypoczynkową dla członków SS. Plan luźno miał nawiązywać do układu idealnego pragermańskiego miasteczka. Do osiedla wiodła główna droga (dziś. ul. Traktorzystów) biegnąca w stronę budynku-bramy, za którym rozciągał się otoczony budynkami plac. Za nim droga dochodziła do owalnego placu na którym założono boisko sportowe o rozmiarach stadionu. Dookoła założono kolejne koła zabudowy. Większość domów to wolnostojące domki jednorodzinne z dużym podwórzem. To, wraz z dużą ilością terenów zielonych i oddaleniem od właściwego miasta powoduje, że teren nabrał charakteru osiedla willowego.

Budowę rozpoczęto w 1937 roku ale ostatecznie nie ukończono, po wojnie umieszczono tu głównie repatriantów. Do dziś krążą plotki o tym, że kształt ulic osiedla tworzy swastykę, tylko nie została ona dokończona.

ps.
Być może niektórzy zastanawiają się czemu nie ująłem tu "miasta idealnego" czyli starego miasta w Zamościu. Otóż nie jest to koncepcja mocno nietypowa. Było to w założeniu miasto-twierdza, otoczone obwałowaniami i bastionami zgodnymi z ówczesnym koncepcjami obronnymi (fort gwiaździsty), natomiast wnętrze zostało zabudowane renesansowymi budynkami i o układzie wywodzącym się jeszcze z wzorców średniowiecznych, z kwadratowym placem od którego odchodzi siatka prostopadłych ulic.

Natomiast inna ciekawostka urbanistyczna, czyli trzy place gwiaździste w Szczecinie, dotyczy fragmentu miasta, tymczasem artykuł skupiał się na miejscowościach, które całe są podporządkowane pewnemu określonemu kształtowi.